Kanonierzy pewnie uporali się ze swoim dzisiejszym rywalem - Sturmem Graz. Spotkanie zakończyło się wynikiem 3:0 na korzyść gości, ale sam jego przebieg był bardzo, ale to bardzo nudny.
Pierwszą szansę na zdobycie bramki mieli podopieczni Arsene Wengera. Samir Nasri dośrodkował z rzutu wolnego prosto na głowę Havarda Nordtveita, ale młodziutki Norweg minimalnie chybił. Cztery minuty później z kontratakiem ruszyli Austriacy. Prawoskrzydłowy drużyny gospodarzy dośrodkował w pole karne, gdzie czekał Imre Szabics. Łukasz Fabiański zdołał jednak uprzedzić węgierskiego snajpera i pewnie przechwycił lecącą futbolówkę.
W piętnastej minucie doskonałym podaniem został obsłużony Theo Walcott. Młodziutki Anglik był o włos od strzelenia bramki, ale nawet gdyby ją zdobył, ta i tak nie zostałaby uznana. Wcześniej rozgległ się gwizdek sędziego, spalony.
Minutę później Kanonierzy dopięli swego. W polu karnym gospodarzy futbolówkę stracił Theo Walcott. Jeden z obrońców Szturmowców jednak zachował się na tyle nieporadnie, że Samir Nasri nie miał problemów z jej odzyskaniem. Francuz zwiódł czuwającego przy nim stopera, a następnie uderzył po długim słupku bezradnego Gratzeia. 1-0 dla Arsenalu!
W 26 minucie Szturmowcy byli bardzo bliscy wyrównania. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, lecącą piłkę trącił Weinberger. Łukasz Fabiański na szczęście był w tej sytuacji bardzo uważny i pewnie złapał zmierzającą w jego kierunku futbolówkę.
Osiem minut później, Austriacy znowu spróbowali swoich sił w bezpośrednim natarciu na bramkę Fabiańskiego. Tym razem jednak postanowili skorzystać z zabójczej broni, jaką jest kontratak. Imre Szabics pięknym podaniem obsłużył Weinbergera, który najpierw zwiódł bezradnego Johana Djourou, a następnie znalazł się w sytuacji sam-na-sam z polskim bramkarzem. Fabiański jednak był bardzo dobrze ustawiony i bez większych problemów zablokował uderzenie Austriaka, który próbował zaskoczyć Polaka strzałem w krótki róg.
Kolejne minuty to już wyłącznie dominacja Kanonierów. W 37 minucie Jack Wilshere pieknie dograł do Arszawina, a ten spróbował przelobować austrackiego golkipera. Nawet gdyby Rosjanin zdobył bramkę, to i tak nie zostałaby ona uznana. Arbiter znowu odgwizdał spalonego. Czy tym razem aby słusznie?
W 42 minucie solową akcją chciał popisać się Jack Wilshere. Młodziutki Anglik został jednak nieprzepisowo powstrzymywany i sędzia odgwizdał rzut wolny z okolicy dwudziestego metra. Do leżącej na ziemi futbolówki pewnym krokiem podszedł Nasri, a następnie kapitalnym strzałem w okienko pokonał Gratzeia.
Dwubramkowe prowadzenie Kanonierów utrzymało się do końca pierwszej części spotkania. W przerwie Arsene Wenger postanowił posłać do gry wszystkich rezerwowych. Tak więc Lansbury zastąpił Nasriego, Eastmond zmienił Frimponga, Emmanuel-Thomas pojawił się za Chamkha, Rosicky wszedł za Arshavina, w miejsce Vermaelena pojawił się Koscielny, Gibbs zajął pozycję Traore, a w bramce za Łukasza Fabiańskiego pojawił się inny Polak - Wojtek Szczęsny.
Pierwsze minuty drugiej części spotkania były bardzo nudne. W 54 minucie Szczęsny miał pierwszą sytuację do zaprezentowania swoich umiejętności i bez żadnych kłopotów obronił niegroźny strzał gospodarzy. Trzy minuty później było już 3-0. Jay Emmanuel-Thomas świetnie zwiódł kilku rywali i wyłożył piłkę Lansbury'emu. Młody Anglik bezproblemowo poradził sobie z golkiperem rywali i pewnym strzałem umieścił piłkę w siatce. Lansbury'emu jednak to nie wystarczyło, bo już dwie minuty później chciał zaliczyć kolejne trafienie. Tym razem szansy spróbował z dystansu, ale bramkarz spisał się nienagannie.
W 60 minucie kolejnym ładnym rajdem popisał się JET. Tym razem sam chciał uderzyć na bramkę gospodarzy, ale został zablokowany przez jednego z obrońców. Minutę później boisko opuścił Jack Wilshere, a w jego miejsce ponownie na boisku pojawił się Armand Traore. Tym razem jako pomocnik.
W 65 minucie kolejny raz indywidualnie próbował zaszaleć Emmanuel-Thomas. Po minięciu dwóch rywali, na jego przeszkodzie stanął... Theo Walcott. Gracz z numerem czternastym przejął bezpańską futbolówkę i zbiegł bardziej na prawą stronę, po czym uderzył w boczną siatkę.
Na kolejną sytuację bramkową musieliśmy czekać do 72 minuty. Wtedy to na samodzielny rajd zdecydował się Tomas Rosicky. Chwilę później reprezentant Czech huknął z dystansu, jednak na posterunku był bramkarz gospodarzy.
Przez kolejne minuty nie działo się zupełnie nic. W środku pola wciąż dominowali Kanonierzy, jednak nie potrafili poważnie zagrozić Szturmowcom. Do końca spotkania utrzymało się więc trzybramkowe prowadzenie gości. Wynik może cieszyć, chociaż niektórzy z pewnością oczekiwali nieco wyższego zwycięstwa. Bądź co bądź, wynik cieszy. Tym bardziej, że to dopiero przedsezonowe sparingi i zespół nie grał jeszcze z pełnym zaangażowaniem i w optymalnym ustawieniu.
Bramki: 16' Nasri, 42' Nasri, 57' Lansbury (Emmanuel-Thomas)
ARSENAL: Fabiański (45' Szczęsny) - Traore (45' Gibbs), Vermaelen (45' Koscielny), Djourou, Nordtveit - Nasri (45' Lansbury), Frimpong (45' Eastmond), Wilshere (61' Traore), Walcott - Chamakh (45' Emmanuel-Thomas), Arszawin (45' Rosicky)







"Przegrywamy i wygrywamy wspólnie, a teraz chcecie, bym obwinił jednego zawodnika? Nie zrobię tego." 















