Dobiegł już końca mecz pomiędzy Fulham i Arsenalem, rozgrywany w ramach 38, ostatniej kolejki Premier League sezonu 2010/2011. Jeśli Kanonierzy wygraliby to spotkanie, a Manchester City przegrałby z Boltonem, podopieczni Arsene'a Wengera mieliby zagwarantowany udział w fazie grupowej przyszłorocznej Ligi Mistrzów, lecz niestety tak się nie stało. The Gunners zremisowali 2-2, choć przez większą część drugiej połowy tracili do przeciwników jedną bramkę. Oto skrót tego, co działo się dziś na Craven Cottage.
Do dzisiejszego meczu obie drużyny przystąpiły w osłabieniu. Gospodarze musieli obejść się bez takich graczy jak Chris Baird, Moussa Dembele, Damien Duff oraz Diomansy Kamara, natomiast w szeregach gości brakowało Gaela Chlichy'ego, Tomasa Rosicky'ego, Laurenta Koscielny'ego, Łukasza Fabiańskiego oraz Cesca Fabregasa.
Równo o godzinie 17:00 czasu polskiego Pan Martin Atkinson użył gwizdka po raz pierwszy, rozpoczynając dzisiejszy mecz w ramach ostatniej – 38. kolejki Premier League.
Obie ekipy próbowały zacząć spotkanie efektownie, lecz gra toczyła się głownie w środkowym obszarze boiska.
Pierwsza groźna akcja miała miejsce dopiero w 9. minucie i została przeprowadzona przez Kanonierów. Marouane Chamakh dograł futbolówkę do Bacary’ego Sagny, ten zaś zagrał ją do Jacka Wilshere’a, który wypatrzył w polu karnym Samira Nasriego i posłał mu górną piłkę. Francuz co prawda oddał strzał, jednakże był on zbyt lekki, by mógł zagrozić doświadczonemu Markowi Schwarzerowi.
Od tego momentu przewaga The Gunners rosła i wszystko wskazywało na to, że kontrolują oni grę. Wymieniali podania, przeprowadzali akcje skrzydłami. Niestety żadna z nich nie zakończyła się golem. Gwoli szczerości, w większości nie został oddany nawet strzał na bramkę.
W 18. minucie gry świetną akcję skrzydłem przeprowadził Samir Nasri. Wpadł w końcu z piłką w pole karne i odegrał ją do wbiegającego do przodu Kierana Gibbsa. Ten próbował dośrodkowywać, lecz jego zagranie było zbyt mocne. Mimo wszystko piłka znalazła się we władaniu Bacary’ego Sagny, który spróbował uczynić to samo, co jego angielski kolega, tylko z drugiej strony boiska. Centra ta okazała się być celną i spadła wprost na głowę wspomnianego już Gibbsa, jednakże po raz kolejny fantastycznie spisał się bramkarz gospodarzy.
Sześć minut później po raz pierwszy dziś musiał interweniować Wojciech Szczęsny, bowiem Andrew Johnson dostał świetne, długie podanie i znalazł się z nim praktycznie sam na sam. Na szczęście polski bramkarz spisał się bez zarzutów.
Po dwóch minutach od tamtej akcji wynik spotkania otworzył Steve Sidwell, który po otrzymaniu idealnego podania od Bobby’ego Zamory, nie miał najmniejszych problemów z umieszczeniem piłki w siatce. Przyznać trzeba, iż przy stracie tej bramki zawinił Johan Djourou.
Po wznowieniu gry gospodarze chcieli iść za ciosem, ale ich plany zostały natychmiast pokrzyżowane przez obrońców Arsenalu, gdyż ci poradzili sobie z wyłuskaniem piłki przed szesnastką. Następnie pięknym, prostopadłym podaniem popisał się Abou Diaby, świetnie znajdując na przedzie Robina van Persiego. Holender zaś pewnie umieścił piłkę w bramce, wyrównując stan rywalizacji. 1-1!
Po strzeleniu gola goście mieli przewagę, jednak nie potrafili jej wykorzystać. Dośrodkowania posyłane ze skrzydeł albo kończyły się na czujnych obrońcach Fulham, albo były zbyt chaotyczne, by mógł dojść do nich którykolwiek z zawodników.
W 38. minucie gry o mały włos nie doszło do katastrofy. Defensorzy grający w trykotach z armatką na piersi ponownie nie byli do końca skoncentrowani, co próbował wykorzystać Danny Murphy i z pewnością by mu się to udało, gdyby nie to, że piłkę z lini bramkowej ofiarnie wybił powracający do formy Thomas Vermaelen.
Po tej jednej akcji Fulham, oglądać mogliśmy kolejne w wykonaniu Arsenalu, aczkolwiek wynik do przerwy nie uległ już zmianie.
Kwadrans później widowisko rozpoczęło się od nowa. Piłkarze gospodarzy byli wyraźnie zmotywowani i głodny gry, wobec czego od samego startu próbowali stwarzać sobie okazje strzeleckie. Szczęście jednak w tym momencie było po stronie Kanonierów, dzięki czemu na tablicy wyników wciąż mogliśmy oglądać wymowne 1-1.
W 51. minucie gry Samir Nasri miał świetną okazję do wyprowadzenia swojej drużyny na prowadzenie. Francuz zdecydował się na strzał z rzutu wolnego, jednakże piłka w locie odbiła się od Bobby'ego Zamory i nie wpadła do bramki.
To, czego nie udało się dokonać Nasriemu, zrobił Bobby Zamora. Pięć minut po zablokowaniu strzału gracza występującego w Arsenalu z numerem ósmym, zdołał wpakować główką piłkę do bramki strzeżonej przez Wojciecha Szczęsnego. Ładną asystę przy jego trafieniu zaliczył Jonathan Greening. Było więc już 2-1.
Na nieszczęście kibiców i graczy Arsenalu, nie powtórzył się już scenariusz z pierwszej odsłony gry. Tym razem gospodarze nie dali sobie łatwo odebrać piłki i tworzyli kolejne akcje. Jedną z nich rozmontować zdołał dopiero Marouane Chamakh, podczas gdy Djourou i Szczęsny byli już bezradni.
Do kolejnego wyrównania mogło dojść w minucie 62. Mogło, ale tak się nie stało. Robin van Persie spróbował wrzucić nisko piłkę w pole karne z lewej strony, lecz Mark Schwarzer zdawał się kontrolować sytuację. Niespodziewanie jednak wypuścił futbolówkę z rąk, lecz zaraz naprawił swój błąd i nie pozwolił strzelić gola Marouane'owi Chamakhowi. Od razu zagrał też piłkę do kolegi, a ta błyskawicznie dotarła do Andrew Johnsona, który podobnie jak Marokańczyk, nie wpisał się tym razem na listę strzelców.
Kolejne nieustępliwe ataki gości zawsze kończyły się fiaskiem. Ich przewaga rosła, lecz nie przełożyła się ona na wynik spotkania.
Arsene Wenger w końcu zareagował i wprowadził do gry nowych zawodników, za jednym razem wykorzystując wszystkie zmiany. Na płycie stadionowej pojawili się Andrey Arshavin, Theo Walcott oraz Emmanuel Eboue, którzy odpowiednio zastąpili Abou Diaby'ego, Aarona Ramsey'a i Kierana Gibbsa.
Wystarczyła chwila nieuwagi i znów zrobiło się groźnie pod bramką polskiego golkipera. Obrońcy zawiedli po raz kolejny, a piłkę przejął Simon Davies, od razu oddając strzał. Chybił.
W 74. minucie gry wielu kibiców na pewno wstrzymało oddechy. Wówczas właśnie Thomas Vermaelen próbował wybić piłkę sprzed własnego pola karnego, ale stratował go Zoltan Gera, który za to brutalne wejście musiał opuścić boisko. Belgijskiemu stoperowi na szczęście nic się nie stało.
Im dłużej trwał mecz, tym większą przewagę zyskiwali goście. Na 10 minut przed końcem regulaminowego czasu gry pokazać swój kunszt chciał Andrey Arshavin, który w polu karnym poradził sobie z dwoma obrońcami i oddał strzał, który koniec końców minął jedynie lewy słupek bramki Schwarzera.
Gdy do końca meczu pozostały już tylko dwie minuty, Theo Walcott postawił wszystko na jedną kartę. Wóz albo przewóz. Anglik dostał piłkę od Thomasa Vermaelena i przebiegł z nią prawym skrzydłem, po czym strzelił w lewy róg bramki. Piłka odbiła się od słupka i wylądowała w niej, a na tablicy wyników mieliśmy remis, tym razem 2-2!
Sędzia w międzyczasie zadecydował, iż mecz potrwa jeszcze 3 minuty. W ciągu nich strzał oddał jeszcze wprowadzony do gry przez Bossa jedyny Rosjanin w Arsenalu, ale nie zdołał odmienić nim losów spotkania. Wkrótce Pan Atkinson gwizdnął po raz ostatni, niniejszym kończąc ostatni mecz Arsenalu w tym sezonie.
Składy obu drużyn:
Fulham: Schwarzer, Hangeland, Senderos, Hughes, Briggs, Sidwell, Murphy (Etuhu 65'), Dempsey, Greening (Davies 65'), Johnson, Zamora (Gera 71')
Ławka rezerwowych: Stockdale, Salcido, Gera, Etuhu, Davies, Gudjohnsen, Kakuta
Arsenal: Szczęsny, Sagna, Vermaelen, Djourou, Gibbs (Eboue 65'), Diaby (Arshavin 65'), Nasri, Ramsey (Walcott 65'), Wilshere, Van Persie, Chamakh
Ławka rezerwowych: Lehmann,Squillaci, Eboue, Miquel, Walcott, Denilson, Arshavin
Bramki: Sidwell (Zamora 26'), Zamora (Greening 65') - van Persie (Diaby 29'), Walcott (Vermaelen 59')
Żółte kartki: Sidwell, Greening - van Persie
Czerwone kartki: Gera
Posiadanie piłki: 43% - 57%










"Van Persie i Manchester City? To pytanie nie może istnieć, ponieważ nie można zakontraktować ot tak nikogo z obowiązującym kontraktem." 
















