We wtorkowy wieczór zainaugurowane zostały rozgrywki Ligi Mistrzów sezonu 2011/2012. Kanonierzy stanęli w szrankach z Borussią Dortmund i po bardzo zaciętym meczu na Signal Iduna Park, obie drużyny podzieliły się punktami. Pierwszą bramkę zdobył Robin van Persie, zaś stan rywalizacji wyrównał Ivan Perisic.
Dokładnie o 20:45 czasu polskiego na Signal Iduna Park rozległ się gwizdek arbitra, obwieszczający rozpoczęcie spotkania.
Pierwszą groźną akcję kibice The Gunners mogli zobaczyć już w piątej minucie meczu, kiedy w polu karnym po wykonaniu kilku zwodów, strzał oddał Robin van Persie. Został on jednak zablokowany, a do piłki dopadł się Gervinho. Jego uderzenie z kolei nie sprawiło najmniejszych problemów bramkarzowi gospodarzy.
Zespół Borussi natychmiast wyruszył z kontrą. Po pomyłce Koscielny’ego i poślizgnięciu Sagny, swoich sił z dystansu spróbował Shinji Kagawa, jednak piłka wylądowała bardzo daleko od celu.
Od tego momentu, ataki Niemców rozpoczęły się na dobre. W siódmej minucie niebezpieczeństwo pod polem karnym Arsenalu zażegnał Kieran Gibbs, chwilę później Per Mertesacker.
Niesieni wspaniałym dopingiem gracze w żółto-czarnych kostiumach nie dawali rywalom ani trochę wytchnienia. Po pięknej, zespołowej akcji w stuprocentowej sytuacji znalazł się Kagawa, jednakże fatalnie spudłował. Chwilę później natomiast Wojciecha Szczęsnego pokonał Robert Lewandowski, niemniej jednak piłkę tuż sprzed linii bramkowej zdołał wybić ofiarnie Bacary Sagna.
Do około 15. minuty meczu na murawie zapanował spokój. Obie drużyny badały się wzajemnie, lecz nie podejmowały żadnego większego ryzyka.
Po krótkiej przerwie, znów zaczęły się prawdziwe emocje. Po niezbyt dobrze wykonanym przez The Gunners rzucie rożnym, Mistrzowie Niemiec natychmiast ruszyli do kontrataku. Chcąc sprawdzić umiejętności Szczęsnego, Kevin Grosskreutz oddał potężny strzał zza pola karnego, ale był on daleki od ideału.
Na 10 minut przed przerwą, do głosu doszli goście. Robin van Persie został obsłużony przez Yossi Benayouna fenomenalnym podaniem i spróbował pokonać bramkarza przeciwników, lecz ten końcówkami palców wybił futbolówkę na rzut rożny.
42. minuta przyniosła Kanonierom prowadzenie! Kapitan Arsenalu cofnął się do środkowej części boiska, skąd bezpardonowo odebrał piłkę zdekoncentrowanemu Kehlowi i nie czekając na nic, odegrał ją do Theo Walcotta. Anglik natomiast przebiegł z nią kilkanaście metrów, po czym prostopadle zagrał do van Persiego. Holender nie miał problemów z pokonaniem Weidenfellera. Ze spokojem oddał strzał swoją słabszą, prawą nogą i umieścił piłkę w siatce.
Cztery minuty później piłkarze zeszli do szatni, aby nabrać sił na drugą część spotkania.
Po wznowieniu gry, Borussen natychmiast rzucili się do ataków, skupiając się głównie na przeprowadzaniu akcji skrzydłami. Piłka na całe szczęście dla Arsenalu, zatrzymywana zostawała przez obrońców lub Wojciecha Szczęsnego lub uderzana była niecelnie. Grosskreutz, Kagawa, Goetze i Piszczek dokładali wszelkich starań, by odmienić losy tego spotkania. Przewaga BvB rosła z sekundy na sekundę, a ich coraz to bardziej kreatywne zagrania wprawiały graczy Arsenalu w zdezorientowanie.
Goście atakowali sporadycznie, bowiem większość czasu schodziła im na rozpaczliwej obronie wyniku. W 61. minucie najlepszą okazję na podwyższenie prowadzenia miał Gervinho, lecz wytrącony z równowagi przez uparcie grających stoperów Borussi, nie zdołał przechytrzyć ich bramkarza.
W 68. minucie gry wciąż było 1-0 dla Arsenalu, choć w polu karnym Wojciecha Szczęsnego zapanował istny chaos, a piłka była uderzana przez zawodników Borussi co najmniej czterokrotnie.
W ekipie Arsenalu wyróżniały się od tego czasu szczególnie cztery postacie – Laurent Koscielny, Per Mertesacker, Bacary Sagna i Alex Song. Środkowi obrońcy raz po raz likwidowali zagrożenie pod własną bramką, mimo że przecież był to dopiero ich drugi wspólny mecz, Song królował jako defensywny pomocnik, co rusz rozbijając ataki przeciwników w środkowej strefie boiska, a Sagna robił poruszał się po całym boisku, próbując przechwycić piłkę gdziekolwiek tylko się dało. Niestety wszystkie te starania zdawały się iść na marne, wszak gospodarze wywalczali sobie coraz więcej miejsca.
9 minut przed upływem regulaminowego czasu gry, Dortmundczycy rozgrywali rzut rożny. Piłkę w okolice piątego metra posłał perfekcyjnie Mario Goetze, z kolei Kagawa próbował wbić ją do siatki. Szczęście jednak i tym razem było po stronie ekipy z Londynu. Mimo wielkiego zamieszania oraz zerowej widoczności, Szczęsny jakimś cudem złapał piłkę w ręce.
To, co nie wychodziło gospodarzom przez cały mecz, wyszło wreszcie w 88. minucie gry. Wówczas właśnie piłkę po rzucie wolnym z obrębu szesnastki wybił głową Laurent Koscielny, lecz trafiła ona wprost pod nogi Ivana Perisica, który bez zastanowienia huknął nią w samo okienko bramki strzeżonej przez Wojtka Szczęsnego. 1-1!
Idący za ciosem gracze z Dortmundu, mieli wielką ochotę na zgarnięcie całej puli punktowej tego meczu. Swojego reprezentacyjnego kolegę dwa razy sprawdzał w samej końcówce Robert Lewandowski, lecz Szczęsny ani razu nie dał się zaskoczyć.
Wkrótce pan Gianluca Rocchi zakończył mecz, z rezultatu którego kibice Arsenalu bądź co bądź mogą być zadowoleni. Dzieje się tak dlatego, że Londyńczycy absolutnie nie zasłużyli na wywiezienie z Niemiec jakiegokolwiek punktu.
Borussia: Weidenfeller, Piszczek, Subotic, Hummels, Schmelzer, Kehl (Błaszczykowski 69’), Bender, Goetze, Kagawa (Zidan 85’), Grosskreutz (Perisic 69’), Lewandowski
Ławka rezerwowych: Langerak, Santana, Da Silva, Blaszczykowski, Gundogan, Perisic, Zidan
Arsenal: Szczęsny, Sagna, Mertesacker, Koscielny, Gibbs, Song, Benayoun, Arteta, Walcott (Frimpong 76’), Van Persie (Chamakh 85’), Gervinho (Santos 85’)
Ławka rezerwowych: Fabiański, Santos, Djourou, Frimpong, J-Y Park, Arshavin, Chamakh
Żółte kartki: Schmelzer, Bender - Sagna
Bramki: Van Persie (Walcott) 42' - Perisic 88'










"Van Persie i Manchester City? To pytanie nie może istnieć, ponieważ nie można zakontraktować ot tak nikogo z obowiązującym kontraktem." 
















