Po cudownym, zaciętym i jakże emocjonującym spotkaniu, The Gunners zwyciężyli w wielkich derbach Londynu z Chelsea aż 5-3! Niewątpliwym bohaterem spotkania na Stamford Bridge okazał się niezastąpiony Robin van Persie, lecz swoją cegiełkę do wyniku dołożyli również Theo Walcott i Andre Santos. Gole dla gospodarzy zdobywali zaś Frank Lampard, John Terry i Juan Mata.
Szczęsny, Djourou, Mertesacker, Koscielny, Andre Santos, Song, Arteta, Ramsey, Walcott, Gervinho i van Persie. Naprzeciw nich Cech, Bosingwa, Ivanovic, Terry, Cole, Ramires, Obi Mikel, Lampard, Sturridge, Torres, Mata. W tych zestawieniach rozpoczął się dzisiejszy mecz. Czy ktokolwiek spodziewał się, że wymienieni przed momentem panowie stworzą piłkarską ucztę? Wychodzący z kryzysu Arsenal kontra prowadzona przez Villasa-Boasa Chelsea, wzmocniona jak zwykle wielkimi zakupami. Kanonierzy skazywani byli na sromotną porażkę. Jakim cudem jej uniknęli?
Gdy Pan Andre Marriner rozpoczął mecz, eksperci piłkarscy mogli poczuć satysfakcję. Dlaczego? Cóż, ich faworyci zgodnie z planem chcieli udowodnić, że kto jak kto, ale piłkarze z Ashburton Grove nie są w stanie wydrzeć im z rąk nawet jednego punktu. W drugiej minucie spotkania mogli przypieczętować swą pewność siebie bramką, jednakże po doskonałym podaniu od Terry’ego do Lamparda i od tego drugiego do Torresa, Hiszpan został w porę uprzedzony przez znajdującego się ostatnio w znakomitej formie Laurenta Koscielny’ego i piłka została wybita na rzut rożny. Zaraz po tym świetną okazję na otworzenie wyniku zmarnował Torres do spółki ze Sturridgem. Niezdecydowanie zawodników The Blues wykorzystał bowiem Wojciech Szczęsny, który z łatwością zgarnął piłkę w ręce.
Goście ewidentnie nie mogli znaleźć sposobu na przełamanie. Zalążki prób ich ataków zostawały rozbijane albo w środku pola, albo wręcz jeszcze w szykach obronnych. Gdy zaś wreszcie doszli do głosu i Theo Walcott świetnie wrzucił piłkę w pole karne do Gervinho, Iworyjczyk nie miał na tyle zimnej krwi, by umieścić ją w siatce. O ile jeszcze to można było przeboleć, pudło Kapitana po ponownym fantastycznym zagraniu Walcotta było zupełnie niezrozumiałe. Van Persie postawił na siłę, nie zaś na technikę i futbolówka miast ugrzęznąć w bramce, znalazła się na trybunach.
W futbolu znane jest pewne powiedzenie, mianowicie – niewykorzystane sytuacje się mszczą. Ileż to już razy The Gunners testowali je na własnej skórze? Chyba wciąż zbyt mało, skoro dziś byliśmy świadkiem tegoż samego zdarzenia. Po dwóch niewykorzystanych, fenomenalnych szansach piłkarzy Arsenalu, gracze Chelsea pokazali pazury i wyszli na prowadzenie. Wszystko za sprawą Juana Maty oraz Franka Lamparda. Ten pierwszy dziecinnie ograł Andre Santosa i wymierzył dośrodkowanie w pole karne idealnie na głowę Anglika, zaś on nie miał najmniejszych problemów z pokonaniem rozpaczliwie interweniującego Wojtka Szczęsnego i obrońców AFC.
Bezpamiętne przejście do ataku w celu natychmiastowego odrobienia strat mogłoby być zgubnym, toteż van Persie i spółka próbowali szczęścia w ataku pozycyjnym. Nie można powiedzieć, że nic im nie wychodziło, gdyż do pewnego momentu wszystko układało się naprawdę dobrze. Brakowało tylko, jak zwykle, wykończenia. W obrębie pola karnego albo znajdowało się zbyt mało Kanonierów, albo też chcieli rozegrać piłkę za bardzo kombinacyjnie. Kiedy ten plan spalił na panewce, przeszli do gry z kontrataków. Może wykorzystanie szybkich skrzydłowych mogłoby wpłynąć na zmianę rezultatu? Owszem, gdyby tylko podania były dokładniejsze… Tak czy siak, gracze w niebieskich strojach zmuszeni byli do strzelania z dystansu. Próbował ich chociażby Ashley Cole, wychowanek klubu z czerwonej części Londynu. To jednak za mało, by zagrozić bramce Szczęsnego. Najbliższy pokonania Polaka był Daniel Sturridge, który otrzymał piłkę od Franka Lamparda po ewidentnym błędzie przyjezdnych w środku pola. Zawodnik z numerem 23 jednak postanowił najwyraźniej pójść w ślady Gervinho i zmarnował tę sytuację.
Jeżeli którykolwiek z kibiców Arsenalu utracił na tym etapie meczu wiarę w swój ukochany zespół, w tym momencie musiał ją odzyskać. Po inteligentnym podaniu Aarona Ramseya do Gervinho, były gracz Lille nie zachował się samolubnie i choć mógł spróbować pokonać Petra Cecha, odegrał piłkę do Robina van Persiego, a ten dokonał formalności. 1-1! Komentatorzy sportowi po tej akcji nie tylko wychwalali zachowanie snajpera i asystenta przy bramce, ale również młodego Walijczyka. „Cesc Fabregas nie odszedł z Arsenalu, on tylko zmienił numer” – mówili. Czyżby kapitan reprezentacji Smoków wracał do formy sprzed fatalnej kontuzji ze stycznia roku 2010?
Takie swawole bardzo nie spodobały się gospodarzom. Poddenerwowani zachowaniem Kanonierów, natychmiast rzucili się do ataku i minutę po golu van Persiego doprowadziliby do wyrównania, jednakże okazało się, iż Daniel Sturridge oddał strzał z pozycji spalonej. Nikt nie mógł spierać się z decyzją arbitra, powtórki bowiem pokazały jej słuszność.
Goście z Emirates Stadium wciąż mają problemy z obroną stałych fragmentów gry. Ich słabość w tym aspekcie udowodnili Terry i Lampard. Pierwszy posłał dokładne dośrodkowanie w pole karne, a drugi skutecznie je wykończył, ośmieszając przy tym Pera Mertesackera, który całkowicie zagubił się w tej sytuacji. Do przerwy 2-1 dla Chelsea.
Po kwadransie przerwy, który potrzebny był nie tylko piłkarzom, ale również kibicom, sportowe widowisko zostało wznowione. Być może niektórzy spodziewali się wyrachowanej, pozbawionej emocji gry, lecz ich przeczucia zostały obalone wraz z pierwszą akcją Arsenalu. Wyraźnie zdeterminowani Kanonierzy od razu rzucili się do ataku, niestety ani Robin van Persie, ani Aaron Ramsey, którzy mieli dogodne okazje do doprowadzenia do remisu, nie zdołali dopiąć swego.
Idąc drogą logiki za zbliżonymi do tych wydarzeń z pierwszej połowy gry, The Blues znów powinni dojść do głosu i uciszyć swoich rywali. Nic bardziej mylnego! Tym razem to Kanonierzy pokazali swą siłę! Wielu fanów piłki nożnej powtarzało, że Andre Santos jest niesamowity w grze ofensywnej i właśnie to udowodnił! Otrzymawszy znakomite, otwierające drogę do bramki podanie od Alexa Songa, Brazylijczyk zabrał się z piłką i nie oddał jej już nikomu. Petr Cech mógł tylko obserwować, jak ta ląduje w strzeżonej przez niego bramce. 2-2, mecz zaczyna się od początku!
Obie drużyny zadawały sobie cios za ciosem. W tym szaleńczym boju The Gunners o mały włos nie stracili jednego z najważniejszych punktów swego zespołu – Wojciecha Szczęsnego. Bramkarz bez kompleksów wybiegł z pola karnego, by przeszkodzić Ashley’owi Cole’owi w dojściu do piłki i ostatecznie go sfaulował. Serca kibiców Arsenalu zamarły, lecz sędzia główny na szczęście pokazał Polakowi jedynie żółty kartonik w tej spornej, pełnej kontrowersji sytuacji. Wielu innych arbitrów na jego miejscu pewnie bez wahania sięgnęłoby do kieszeni po kartkę w kolorze czerwonym. Gracz znad Wisły niemalże natychmiast odkupił swe winy, broniąc kapitalny strzał Franka Lamparda z rzutu wolnego.
Do uparcie atakujących piłkarzy Arsene’a Wengera los uśmiechnął się ponownie w minucie numer 56. Będący ostatnio cieniem samego siebie Theo Walcott ośmieszył kilku rywali, potknął się i powstał, a potem popędził niczym wiatr w kierunku bramki Cecha, by ostatecznie umieścić w niej futbolówkę. The Gunners wychodzą na prowadzenie!
Ramsey, Gervinho, van Persie – to trio zaczęło napędzać grę zespołu w czerwono-białych barwach. Pięknych akcji było naprawdę wiele, acz żadna nie została wykorzystana. Z czasem na boisku zrobiło się nieco bardziej zachowawczo, piłkarze wyraźnie potrzebowali oddechu. Menadżerowie obu ekip dokonali korekt w składzie. Właśnie po nich gra znów się rozruszała. Wynik wciąż pozostawał nierozstrzygnięty, wszak do końca spotkania brakowało jeszcze dobrych dziesięciu minut plus czasu, który miał doliczyć arbiter. Sądząc po zmianach i przerwie w grze, spowodowanej krótką wymianą zdań kapitana Arsenalu z Ivanovicem, zanosiło się na pięć dodatkowych minut gry.
Sędziowie znów pojawili się na pierwszym planie, lecz czy można ich winić za podjęcie takiej, a nie innej decyzji? Mają przecież tylko kilka sekund na analizę sytuacji i zatrzymanie bądź puszczenie gry. Sytuacja prezentowała się następująco - Robin van Persie został w środku boiska zahaczony przez Romeru Lukaku, jednakże p. Marriner pozwolił Chelsea grać dalej, w związku z czym do piłki dopadł Juan Mata i... oddał z jakichś 25 metrów strzał życia, po którym piłka zatrzepotała w bramce Szczęsnego. 3-3 w 81. minucie!
Gdy do końca regulaminowego czasu gry pozostało zaledwie 5 minut, Florent Malouda ryzykownie odegrał piłkę do Johna Terry'ego, lecz zanim kapitan Chelsea zdołał do niej dobiec, przechwycił ją van Persie. Holender z łatwością ograł i obrońcę i Petra Cecha, aby po raz drugi w tym meczu wpisać się na listę strzelców!
Sędzia doliczył 4 minuty. Po upływie dwóch z nich emocje sięgnęły zenitu. Ktoś musiał strzelić bramkę. Pytanie tylko, kto? Arsenal czy Chelsea? Odpowiedź poznaliśmy dzięki Mikelowi Artecie i Robinowi van Persiemu. Hiszpan uruchomił na lewej stronie reprezentanta Oranje, a ten oddał tak mocny strzał, że Cech nie miał najmniejszych szans go obronić. 5-3 dla Arsenalu!
Niedługo po tym Andre Marriner zagwizdał po raz ostatni. Mecz był przepiękny, emocjonujący i całkowicie otwarty. W przeciwieństwie do tego, co niejednokrotnie mogli oglądać fani Manchesteru United, na Stamford Bridge nie można było dopatrzyć się jednostronności. Warto też wspomnieć, iż spotkanie to toczyło się w duchu fair play, o co w derbach często bardzo ciężko. Kanonierzy pną się w górę tabeli, a wysoka wygrana z rywalem takiej klasy zapewne dodała im ogromnego zastrzyku pewności siebie. Oby tak dalej!
Składy:
Chelsea: Cech - Bosingwa, Ivanovic, Terry, Cole - Ramires (Lukaku 72'), Mikel (Meireles 76'), Lampard - Sturridge (Malouda 62'), Torres, Mata.
Ławka rezerwowych: Blackman, Bertrand, David Luiz, Romeu, Meireles, Malouda, Lukaku
Arsenal: Szczęsny - Djourou (Jenkinson 75'), Mertesacker, Koscielny, Andre Santos - Song, Arteta, Ramsey - Walcott (Rosicky 79'), Gervinho (Vermaelen 88'), Van Persie.
Ławka rezerwowych: Fabiański, Vermaelen, Jenkinson, Frimpong, Rosicky, Arshavin, Park.
Bramki:
Lampard 14'; Terry 45'; Mata 80' - Van Persie 36' 85' 90+2'; Santos 49'; Walcott 55'
Żółte kartki:
Ivanovic, Meireles - Szczęsny, Song, van Persie










"Van Persie i Manchester City? To pytanie nie może istnieć, ponieważ nie można zakontraktować ot tak nikogo z obowiązującym kontraktem." 
















