Mecz 15. kolejki angielskiej Premier League między Arsenalem i Evertonem przeszedł już do historii. Choć stał on pod znakiem spalonych oraz niewykorzystanych fantastycznych sytuacji ze strony Kanonierów, to właśnie oni wywalczyli komplet punktów dzięki fantastycznej bramce niezawodnego Robina van Persiego.
Przed pierwszym gwizdkiem sędziego, odbyły się uroczystości związane ze 125-leciem Klubu, a pan Howard Webb wylosował strony za pomocą monety o wartości sześciu pensów - ten nominał wszakże ma bardzo ważne znaczenie w historii Arsenalu.
Gdy wreszcie spotkanie się rozpoczęło, można było odnieść wrażenie, iż jest ono zaledwie sparingiem. Drużyny nie kwapiły się do ataków, rozgrywały piłkę głównie w środku pola, wręcz wydawały się zrelaksowane. Nie chcąc podejmować ryzyka, badały zamiary przeciwników.
Pierwsza naprawdę groźna akcja miała miejsce dopiero po kwadransie gry. Theo Walcott, przeprowadziwszy znakomity rajd prawą stroną boiska, zszedł do środka i jak na tacy wyłożył piłkę Gervinho. Mimo, że jemu pozostało tylko wykończyć tę akcję strzałem, całkowicie się pogubił, w związku z czym wszystko zakończyło się na czarowaniu obrońców i wywalczeniu kornera. Nie wiadomo, kto w tej akcji popełnił większy błąd - Anglik, który mógł bez problemów posłać piłkę obok bezradnego bramkarza gości, a który zdecydował się oszukać golkipera i odegrał futbolówkę do Iworyjczyka, czy ten drugi, któremu po raz kolejny zabrakło zimnej krwi.
Do tym jednym, jedynym przebłysku, wszystko "wróciło do normy". Oglądaliśmy co prawda kilka strzałów, lecz żaden z nich nie był na tyle precyzyjny, by któryś z bramkarzy skapitulował. Szczęsnego próbowali pokonać m.im. Saha i Bilyaletdinov, zaś Howarda Gervinho, Vermaelen i Walcott. The Gunners zyskiwali przewagę, lecz nie potrafili jej udowodnić.
W 29. minucie tego pojedynku, powinno było być już 1-0 dla Arsenalu. Alex Song posłał genialną piłkę do Aarona Ramseya, natomiast Walijczyk najpierw się z nią obrócił, eliminując tym samym z tej akcji defensorów gości, a później zmarnował to, co sam sobie wypracował, oddając strzał ponad bramką.
Już minutę później, świetną szansę na gola zmarnował Gervinho, choć więcej w niej było pecha reprezentanta WKS, aniżeli jego przewinienia. Strzał, który oddał, był naprawdę solidny, lecz Tim Howard nie dał się zaskoczyć.
Im bliżej było przerwy, tym częściej atakowali The Gunners. W 40. minucie bohaterem Czerwono-Białych mógł zostać Theo Walcott, niestety nie wykorzystał sytuacji sam na sam z bramkarzem, jaką wypracował mu Aaron Ramsey.
Do końca pierwszej odsłony meczu nie wydarzyło się raczej już nic szczególnego. Zarówno przyjezdni, jak i gospodarze, zdawali się czekać na przerwę. Howard Webb pozwolił im udać się do szatni po trzech doliczonych do regulaminowego czasu gry minutach.
Po wznowieniu gry, widać było, że to Kanonierzy mają większą ochotę na zwycięstwo. Stwarzali sobie rozmaite okazje strzeleckie, wydawali się o wiele pochłonięci przez wydarzenia boiskowe, stawali się coraz bardziej nieustępliwi. Spisująca się jednak nienagannie obrona The Toffes nie dawała im dojść do głosu poprzez albo blokowanie strzałów, albo łapanie atakujących na pozycji spalonej.
W 55. minucie goście niejako obudzili się i Wojciech Szczęsny musiał interweniować, ale nie miał z tym większych problemów, mimo że było to ni dośrodkowanie, ni strzał. Poza tym gracze Evertonu jeżeli już strzelali, robili to raczej zza pola karnego.
Wreszcie kibice zgromadzeni na Emirates oraz wszyscy, którzy oglądali ten mecz z jakiegokolwiek innego miejsca, doczekali się bramki! W 70. minucie spotkania, kiedy widowisko zaczęło być naprawdę rozczarowujące, Alex Song odszukał na lewej stronie Robina van Persiego i posłał mu piłkę. Holender zaś vantastycznie złożył się do woleja i oddał strzał tuż przy prawym słupku Tima Howarda, który mógł tylko patrzeć, jak ten ląduje w jego bramce. 1-0!
Wraz z upływem czasu, dominacja Kanonierów nie wzrastała, ale właśnie zacierała się. Nie atakowali już tak często, jak dotychczas, nie podejmowali zbędnego ryzyka. Choć goście wykazywali się determinacją, ich ataku były chaotyczne i tak samo słabe, jak od początku meczu. 125. rocznica powstania Arsenalu uczczona została w godny sposób!
Bramki:
Van Persie (Song) 70'
Żółte kartki:
Arteta, Ramsey - Coleman, Distin
Składy:
Arsenal: Szczęsny, Djourou, Koscielny, Mertesacker, Vermaelen (Miquel 82'), Song, Arteta, Ramsey, Gervinho (Rosicky 82'), Walcott (Frimpong 89'), Van Persie
Ławka rezerwowych: Almunia, Miguel, Frimpong, Benayoun, Rosicky, Arshavin, Chamakh
Everton: Howard, Hibbert, Baines, Jagielka, Heitinga, Neville (McAleny 76'), Fellaini, Coleman, Bilyaletdinov (Gueye 6'), Cahill, Saha (Distin 64')
Ławka rezerwowych: Mucha, Stracqualursi, Veilios, Barkley, Distin, McAleny, Gueye










"Van Persie i Manchester City? To pytanie nie może istnieć, ponieważ nie można zakontraktować ot tak nikogo z obowiązującym kontraktem." 
















