Rozczarowanie - tym jednym słowem można idealnie opisać to, co czują kibice Arsenalu po meczu z Wolves. Desperacko broniące się Wilki, Wayne Hennessey w meczu życia i szczęśliwe trafienie Stevena Fletchera sprawiły, że nadzieje na powrót Kanonierów do pierwszej czwórki niestety wciąż pozostają tylko nadziejami. Na Emirates Stadium 1-1.
Początek spotkania zwiastował ogromną przewagę Kanonierów, wszak przez pierwsze pięć minut praktycznie tylko oni dotykali piłkę. Wymieniając kolejne podania, starali się zbliżyć do bramki przeciwników - czasami ze skutkiem mizernym, czasami pożądanym. Ich dominacja była widoczna, trzeba było ją tylko udokumentować golem.
Już w ósmej minucie gry doczekaliśmy się pierwszej bramki! Po świetnie zapoczątkowanej przez Tomasa Rosickiego kontrze, Yossi Benayoun wyłożył piłkę Gervinho, zaś Iworyjczyk wpakował ją do bramki! 1-0!
Wobec miażdżącej przewagi gospodarzy, kolejne bramki wydawały się być tylko kwestią czasu. Nieoczekiwanie jednak The Gunners marnowali swoje okazje, od Robina van Persiego aż do Mikela Artety. Na drodze albo stawali im obrońcy Wilków, albo ich bramkarz, Wayne Hennessey.
Po 20 minutach od pierwszego gwizdka spokojnie mogło być już 2-0. Niestety, Robin van Persie nie wykorzystał okazji, jaką stworzył mu Gervinho. Przy następnej akcji, w ostatniej chwili w polu karnym poślizgnął się Yossi Benayoun i także nic z tego nie wyszło.
Robin van Persie myślał dziś prawdopodobnie przede wszystkim o pobiciu rekordu Alana Shearera, którego jest bardzo bliski. Choć zdecydowanie to osiągnięcie mu się należy, powinien był lepiej zachować się w sytuacji z około 30. minuty, w której to Wayne Hennessey połapał się w jego zamiarach i nie dopuścił do utraty bramki.
Chociaż podopieczni Micka McCarthy'ego nie stworzyli sobie dotąd żadnej okazji strzeleckiej, po dziwnym rykoszecie, jakiego doznała w locie piłka, odbita po rzucie rożnym, Steven Fletcherz zdołał umieścić ją w bramce, strzeżonej przez Wojciecha Szczęsnego! Bardzo szczęśliwy gol Wolves, 1-1.
Po pierwszej połowie zatem utrzymywał się remis, mimo że był on co najmniej niesprawiedliwym rezultatem. Kanonierzy powinni byli strzelić przynajmniej jedną bramkę więcej.
Gdy piłkarze wybiegli na boisko na drugą połowę gry, oglądaliśmy identyczne widowisko, jak to z pierwszej części spotkania - dominacja podopiecznych Wengera, rozpaczliwa obrona Wolves i heroiczna postawa Hennesseya. Co więcej, szczęście wciąż dopisywało przyjezdnym. W 54. minucie Kanonierom należał się rzut karny za dotknięcie piłki ręką we własnym polu karnym przez któregoś z defensorów Wolves. Sędzia jednak zadecydował inaczej, ponadto ukarał żółtym kartonikiem Thomasa Vermaelena, który postanowił walczyć o swoje.
Dziesięć minut później mieliśmy rzut wolny dla Arsenalu. Kapitalnym uderzeniem popisał się van Persie, jeszcze lepszą obroną Wayne Hennessey. Bramkarz gości powoli wyrastał na bohatera tego pojedynku.
Kolejne sytuacje budziły wśród piłkarzy i kibiców coraz większą frustrację. Nikt nie prosił o pogrom, ale ileż można marnować doskonałych okazji na zdobycie gola? Robin van Persie ewidentnie nie mógł się dziś przełamać, Gervinho po jednej, jedynej doskonałej akcji, wszystkie późniejsze marnował, zaś Arsene Wenger podejmował co najmniej dziwne decyzje, desygnując do gry zmienników.
Na kwadrans przed zakończeniem spotkania, kilka metrów od pola karnego, został brutalnie sfaulowany Mikel Arteta. Nenad Milijas obejrzał za to wejście czerwoną kartkę. Nie dało to Kanonierom jednak zupełnie nic, ponieważ ich ataki nadal kończyły się w ten sam sposób.
Ani wejście Arszawina, ani Ramseya, ani Chamakha nie zaważyło na wyniku tego meczu. Niestety, formacja ofensywna The Gunners zawiodła i Wolves szczęśliwie dowieźli remis do końcowego gwizdka. Największa pochwała należy się Wayne'owi Hennesseyowi, który bronił wszystko, dosłownie wszystko, poza jedną piłką. Zawiódł zaś nie tylko Robin van Persie. Zawiedli wszyscy, cała drużyna. Być może brakowało skupienia, a może Kanonierzy po prostu zlekceważyli rywali, tak jak robili to częstokroć w poprzednim sezonie? Oby mecz z QPR przebiegał całkowicie inaczej.
Składy obu ekip:
Arsenal: Szczęsny, Djourou (Chamakh 85'), Koscielny, Mertesacker, Vermaelen, Song (Ramsey 71'), Arteta, Rosicky, Benayoun (Arszawin 63'), Gervinho, van Persie.
Ławka rezerwowych: Almunia, Miquel, Coquelin, Ramsey, Arshavin, Oxlade-Chamberlain, Chamakh.
Wolves: Hennessey, Zubar (Stearman 50'), Berra, Johnson, Ward, Forde (Guedioura 71'), Henry, Milijas, Jarvis, Hunt (Doyle 86'), Fletcher.
Ławka rezerwowych: Elokobi, Stearman, Ebanks-Blake, Hammill, Doyle, De Vries, Guedioura.
Bramki:
Gervinho (Benayoun) - Fletcher
Żółte kartki:
Song, Vermaelen - Hennessey, Johnson, Guedioura
Czerwona kartka: Milijas










"Van Persie i Manchester City? To pytanie nie może istnieć, ponieważ nie można zakontraktować ot tak nikogo z obowiązującym kontraktem." 
















