Poniższy tekst nie jest autorstwem żadnego z redaktorów Serwisu. To jedynie tłumaczenie piłkarskiej biografii Robina van Persiego, kapitana Arsenalu, napisanej z jego własnej perspektywy. Zapraszamy do czytania!
Piłką interesowałem się od najmłodszych lat. Nie miało dla mnie znaczenia to, jak wielka ona była - tak długo, jak pozostawała piłką, byłem zadowolony. Gdy tylko zacząłem chodzić, mój tata przytrzymywał przede mną balon, który kopałem i łapałem. Podobno mogłem robić to do czasu, aż z balona uciekło powietrze lub przyszedł czas na spanie albo jedzenie.
W wieku 5 lat, byłem tak zafascynowany futbolem, że tata zabrał mnie do drużyny Excelsioru do lat 7 na rozmowę z panem Aadem Puttersem. W tamtym czasie trwał trening. Tata zapytał, czy mógłbym dołączyć do jego drużyny, niestety, byłem na to zbyt młody. Menedżer powiedział, że musiałbym mieć co najmniej sześć lat. Mój tata był tym faktem bardzo rozczarowany. Próbował przekonać go moimi umiejętnościami, mówił że na pewno dam sobie radę, ale jego to po prostu nie interesowało. Właśnie wtedy ktoś niechcący kopnął piłkę w moją stronę, a ja uderzyłem ją do trenera. Ten zaś po zobaczeniu tego, od razu zaprosił mnie na trening, tyle że nie z pierwszą, a drugą drużyną. Trenowałem z nimi jedynie raz w życiu, ponieważ trener był pod takim wrażeniem moich umiejętności, że po tamtej sesji treningowej, poprosił mnie o dołączenie do drużyny do lat 7.
W Excelsiorze spędziłem naprawdę wiele czasu. Bywałem tam nawet wtedy, gdy nie musiałem. Miałem tam wielu znajomych i nigdy nie chciałem wracać do domu. Zawsze będę pamiętał to, jak kilka lat później, pomagałem temu samemu trenerowi - Aadowi Puttersowi w przeprowadzaniu treningu zespołu do lat 7. Bezpośrednio po nim, pomógł mi w ćwiczeniu prawej nogi oraz gry głową. Te wspomnienia wciąż wywołują na mej twarzy uśmiech.
W wieku 12 lat, przeżyłem swój pierwszy futbolowy dylemat. Dobiegł końca sezon pod okiem Renee Hessela w Excelsiorze. Nasza drużyna była świetna, zgrana. Zakończyliśmy sezon zwycięstwem w regionalnych rozgrywkach. Później musiałem dokonać pewnego wyboru - czy dołączyć do Sparty Rotterdam, gdzie występowała większość moich kompanów, czy wybrać Feyenoord, którego wybór popierano w Excelsiorze. Te dwa kluby starały się mnie pozyskać.
Zdecydowałem się przenieść do Feyenoordu i ani przez minutę tego nie żałowałem. Cała drużyna była bardzo blisko siebie, wszyscy błyskawicznie staliśmy się swoimi przyjaciółmi. W tamtym roku byłem kapitanem naszego zespołu, wygraliśmy swoje rozgrywki.
Rok później, przeżyłem złe chwile w drużynie do lat 15. W zespole poniżej 16. roku życia jednak znów cieszyłem się piłką nożną. Mieliśmy wspaniały zespół i ponownie wygraliśmy naszą ligę.
Później przeniosłem się do ekipy do lat 18. Nie grałem tam zbyt wiele, lecz tuż przed przerwą zimową, mój konkurent w walce o miejsce w składzie miał jakieś osobiste problemy i nie mógł wystąpić w meczu. Dostałem szansę, którą bez dwóch zdań wykorzystałem. Skończyło się na tym, że wystąpiłem w każdym kolejnym meczu tamtego sezonu i strzeliłem ponad 20 goli.
Z tamtej drużyny, awansowałem do rezerw Feyenoordu. Po rozegraniu tam połowy sezonu, Bert van Marwijk dał mi szansę na zaprezentowanie się w pierwszym zespole. Wybrał mnie do wyjściowej jedenastki na mecz z Vitesse zaledwie po tygodniu trenowania z pierwszą drużyną. Tamten mecz był moim debiutem na szczeblu profesjonalnym.
3 miesiące później, znalazłem się w pierwszym składzie na mecz Pucharu UEFA. Był to dla mnie moment niezwykły, o którym marzyłem od dziecka.
Kilka miesięcy po debiucie w Pucharze UEFA, dotknął mnie spadek formy, który nie opuszczał mnie przez kilka miesięcy, dopóki nie spotkałem mojej żony, Bouchry, jesienią roku 2002. To był mój punkt zwrotny. Zakochałem się i czułem tak, jakby świat stał u moich stóp. W grudniu wróciłem na obiekty treningowe, by przygotować się do drugiej części sezonu. Tak jak w praktycznie wszystkich krajach Europy, oprócz Anglii, mieliśmy krótką przerwę zimową. Wyjechaliśmy z drużyną na 10 dni do Las Palmas. Zagraliśmy 2 mecze w małym turnieju. Szczęśliwie dla mnie, wystąpiłem na swojej ulubionej pozycji, tuż za napastnikiem. Poszło mi naprawdę wspaniale, zostałem wybrany najlepszym zawodnikiem tych rozgrywek. Od tamtej pory, znów szło mi dobrze, utrzymałem swą formę do końca sezonu. W drugiej części kampanii, miał miejsce mój najlepszy mecz - przeciw AGOVV, kiedy to strzeliłem 5 bramek. Trzy dni później zagrałem w spotkaniu a Ajaxem i również wpisałem się na listę strzelców. Teraz, kiedy wracam wspomnieniami do czasów pobytu w Feyenoordzie, wiem że tamte miesiące były moimi najlepszymi w tym klubie.
Przed transferem do Arsenalu, rozegrałem w Feyenoordzie jeszcze jeden sezon. Przenosiny do drużyny The Gunners były dla mnie spełnionym marzeniem. Nie mogłem uwierzyć, że dzieje się to naprawdę. Miałem grać z najlepszymi piłkarzami tamtych lat. To było właśnie to, czego potrzebowałem w karierze, dodatkowy zastrzyk energii. Tamci piłkarze i ich wspaniała gra, pozwoliły mi wspiąć się na kolejny poziom umiejętności. Moim debiutem był mecz przeciwko Manchesterowi United w ramach Tarczy Dobroczynności. Wygraliśmy. Moim premierowym trafieniem w barwach Arsenalu był gol przeciw Manchesterowi City w Carling Cup. Kilka dni później, zdobyłem także pierwszą bramkę w Premier League, grając w meczu z Southampton. Gra skończyła się rezultatem 2-2, co oznaczało, że mój gol przyczynił się do przełużenia naszego rekordu meczów bez porażki, który zakończył się na 49. W tamtym roku odnieśliśmy zwycięstwo w FA Cup, pokonując w finale Manchester United. Wszystko rozstrzygnęły rzuty karne. Ja byłem wykonawcą trzeciego. To był mój pierwszy oficjalny rzut karny, byłem niesamowicie zdenerwowany, ale z zachwytem mogę powiedzieć, że wykorzystałem tę jedenastkę. Na koniec sezonu, zadebiutowałem w reprezentacji Holandii, w meczu przeciwko Rumunii na "De Kuip". Ówczesnym selekcjonerem naszej drużyny narodowej był Marco van Basten. Cztery dni później graliśmy z Finlandią. Wtedy strzeliłem pierwszego gola w barwach narodowych.
Sezon 2005/2006 był dla nas w Arsenalu całkiem udany. Szczególnie dobrze szło nam w Lidze Mistrzów, gdzie dotarliśmy aż do finału w Paryżu. Niestety, ulegliśmy Barcelonie. Był to też nasz ostatni sezon na Highbury. Gra na tym legendarnym stadionie była dla mnie wielkim zaszczytem. Kochałem w nim szczególnie to, że kibice siedzieli naprawdę blisko boiska. Dało się słyszeć ich oddechy i szepty. To miejsce było magiczne. Kiedy grałem na Highbury, czułem historię tego miejsa i to sprawia, że jestem dumny, będąc Kanonierem. W listopadzie 2005 po raz pierwszy zdobyłem tytuł gracza miesiąca Barclays Premier League. Gdy sezon dobiegł końca, wziąłem udział w Mistrzostwach Świata w Niemczech. Był to mój pierwszy wielki turniej. Moim najlepszym występem w nim, było spotkanie z Wybrzeżem Kości Słoniowej, w którym zagrałem przeciw moim dwóm kolegom z Arsenalu - Kolo Toure i Manu Eboue. Właśnie wtedy strzeliłem najpiękniejszego gola z rzutu wolnego w całej mojej karierze. Kolo sfaulował mnie jakieś 18 metrów od bramki. Rzut wolny mogłem wykonywać zarówno ja, jak i Arjen Robben. Arjen podszedł do mnie i zapytał: "Co zamierzamy zrobić, kto wykona ten stały fragment gry?" Miałem wielkie przeczucie, że mi się uda i zaproponowałem, że zrobię to ja. Zgodził się, mówiąc mi: "Dobrze, powodzenia. Za 20 sekund będziemy wspólnie cieszyć się z Twojego gola." 20 sekund później stało się dokładnie to, o czym mówił. Mecz zakończył się wynikiem 2-1 dla nas. Dostaliśmy się do 1/8 finału, ale tam ulegliśmy Portugalczykom.
Sezon 2006/2007 był naszym pierwszym na Emirates. Naprawdę musieliśmy przywyknąć do murawy i samego stadionu, który jest o wiele większy, niż Highbury. Na początku rozgrywek byłem w świetnej formie, czułem się wspaniale, byłem silny. Najbardziej pamiętam mecz z 21. stycznia 2007 przeciwko Manchesterowi United, który graliśmy u siebie. Wszedłem na murawę w drugiej połowie z ławki rezerwowych. Przegrywaliśmy 0-1. Zaczęliśmy dobrą akcję z prawej strony boiska. Uciekłem Neville'owi i pobiegłem do linii końcowej. Udało mi się strzelić z nieprawdopodobnego kąta. To moje pierwsze trafienie przeciwko United. Nieszczęśliwie, przy strzale, nabawiłem się kontuzji. Złamałem sobie piątą kość śródstopia. Zostałem wykluczony z gry do końca sezonu, jednak ciągle czułem się świetnie, ponieważ strzeliłem jednego z najlepszych goli w mojej karierze w Arsenalu. Odnieśliśmy wtedy zwycięstwo 2-1, decydującą bramkę strzelił głową Thierry Henry.
Po sezonie 2007/2008 wyjechałem z reprezentacją na Mistrzostwa Europy do Austrii i Szwajcarii, gdzie strzeliłem dwa gole - w meczach z Francją i Rumunią. W 1/4 finału, wyeliminowali nas Rosjanie. Zostałem wybrany w ojczyźnie graczem roku.
Kolejny sezon był dla mnie bardzo produktywny i owocny, wszak zanotowałem 20 bramek i tyle samo asyst dla Arsenalu, grając łącznie w 44 meczach. To mój najlepszy wynik podczas sezonu.
Kampanię 2009/2010, zacząłem naprawdę udanie. Gdy urodziła mi się córka, znów czułem się panem świata. Słowo daję, byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Odbiło się to na moich występach. W październiku 2009 znów zostałem graczem miesiąca angielskiej ekstraklasy. Wtedy nasi kibice wybrali mnie ponadto piłkarzem sezonu.
Po sezonie, wyjechałem na Mundial do RPA. Nigdy wcześniej tam nie byłem, lecz bardzo mi się podobało. Poza futbolem, najwspanialszym wspomnieniem było dla mnie odwiedzenie wyspy Robben. Wraz z resztą drużyny, wybraliśmy się tam i zobaczyliśmy legendarną celę Nelsona Mandeli. Jeśli chodzi o mecze, najlepiej wspominam ten z Brazylią, który wygraliśmy 2-1. Po końcowym gwizdku sędziego, uwierzyliśmy że możemy dotrzeć do finału. Tak się stało, ale na cztery minuty przed końcem dogrywki, Hiszpanie strzelili nam gola i musieliśmy zadowolić się vice-mistrzostwem.
Na początku roku 2011, strzeliłem pierwszego hat-tricka w barwach Arsenalu. Było to w meczu z Wigan. To dla mnie szczególny moment, nie tylko dlatego, że był to hat-trick, ale też dlatego, że dwie godziny przed tym, hat-tricka strzelił mój 5-letni syn Shaqueel i powiedział mi, że teraz moja kolej. Zawsze podejmuję wyzwania, nie chciałem rozczarować syna! W przeszłości w wielu meczach strzelałem po dwa gole, byłem blisko skompletowania hat-tricka, ale zawsze czegoś brakowało. Presja była ogromna. Doszło do tego, że zmarnowałem rzut karny. Szczęśliwie dla mnie, na tym się nie skończyło. Theo Walcott wkrótce potem wypracował mi kolejną okazję i tak strzeliłem trzeciego gola. Tamtego wieczora, celebrowaliśmy nasze hat-tricki szklaną soku jabłkowego.
16. sierpnia roku 2011 to dla mnie kolejny szczególny dzień. Wówczas oficjalnie zostałem wybrany kapitanem Arsenalu. To dla mnie ogromny honor. Jestem w Klubie od 7 sezonów i czuję się dumny, mogąc sprawować funkcję kapitana w naszym wielkim Klubie.










"Van Persie i Manchester City? To pytanie nie może istnieć, ponieważ nie można zakontraktować ot tak nikogo z obowiązującym kontraktem." 
















